22. Serce Jezusa - źródło wszelkiej pociechy

Nie bez racji po wezwaniach do Serca Jezusowego upokorzonego, cierpiącego i przebitego włócznią - następuje wezwanie, które określa Serce Jezusa źródłem wszelkiej pociechy. Wezwanie to przypomina nam słowa św. Pawła: "Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce" (2 Kor 1,3-5).

Wszyscy potrzebujemy pociechy, ponieważ wszyscy na tym świecie mamy większe czy mniejsze zmartwienia. "Wojowaniem jest życie człowieka" - powiedział w zamierzchłych czasach cierpliwy Job. Dzisiaj również życie jest ciągłą walką. Różne gnębią nas cierpienia: fizyczne - choroby, zmęczenie, głód, zimno; duchowe - upokorzenia, pokusy, wątpliwości, nienawiść ze strony naszych bliźnich, strach przed śmiercią... Potrzebujemy więc pociechy dającej nam trochę radości, która byłaby olejem podtrzymującym płomień lampy naszego życia. Wielu szuka tego pokrzepienia w zabawach, alkoholu, narkotykach, zmysłowości, czyli po prostu w grzechu. Doświadczają takiej pociechy, jak ten, który mając pragnienie, pije słoną wodę.

Niekiedy próbujemy szukać ukojenia u ludzi. Czy jednak często udaje nam się spotkać człowieka dobrego, życzliwego i zarazem mądrego? Ile razy natrafiamy na fałszywego przyjaciela, który obarczy nas ciężarem własnego krzyża, albo na człowieka obłudnego, pragnącego pocieszać nas komplementami, które na nic nam się nie przydadzą? Jedyną prawdziwą pociechę możemy znaleźć w Najświętszym Sercu Pana Jezusa. Sam przecież powiedział; "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11, 28). Jezus dał św. Małgorzacie obietnicę: "Będę pociechą dla wszystkich dusz mających nabożeństwo do mojego Serca".

Gdy w jakimkolwiek smutku lub udręczeniu zwrócimy się do naszego Zbawiciela i uświadomimy sobie Jego miłość, to w duszy usłyszymy Jego głos: "Kocham cię, jestem z tobą i pragnę twego dobra". Wtedy trudności nasze tracą swoją ostrość, a do duszy wraca spokój i odwaga do dalszego znoszenia ciężkiego nieraz losu.

Jezus może być naszym prawdziwym przyjacielem, ponieważ zna smak cierpienia i współczuje człowiekowi cierpiącemu. W Liście do Hebrajczyków czytamy: "Nic takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla [uzyskania] pomocy w stosownej chwili" (Hbr 4,15-16).

Jezus zna wszelkie nędze ludzkie, nie tylko z czasów swego życia ziemskiego. On je widzi zawsze. Chwała, która Go Otacza, nie uczyniła Jego Serca nieczułym. Ono jest zawsze to samo. "Nie zostawię was sierotami" - powiedział. Został z nami w Najświętszym Sakramencie, abyśmy Go nie musieli szukać daleko w niebie. W Eucharystii mamy więc, to Serce, któremu możemy powierzyć nasze smutki i doznać pocieszenia.

Jezus z tabernakulum otacza każdego z nas miłością i towarzyszy nam na wszystkich drogach naszego życia. Ile siły i otuchy wlewa w nasze serca świadomość, że Jezus jest tutaj w tej konsekrowanej Hostii. On, który zna nasze trudności i smutki, znajdzie skuteczny sposób, aby nas pocieszyć.

W Komunii świętej Jezus przychodzi do naszej duszy. Nie mamy więc powodu, aby zazdrościć św. Janowi, że mógł oprzeć głowę na piersi Zbawiciela. Gdybyśmy mieli taką wiarę, jaką mieli święci, wówczas świadomość, że Jezus jest z nami, rozproszyłaby wszystkie nasze smutki. Ustąpiłyby lęki, jak mrok przed wschodzącym słońcem.