19. Serce Jezusa - dla nieprawości naszych starte

Natchniony przez Boga prorok Izajasz już osiemset lat przed Chrystusem opisywał Jego mękę z taką dokładnością, jakby na nią patrzył własnymi oczami. Z tej racji proroctwa Izajasza niektórzy nazywają "Piątą Ewangelią". Posłuchajmy ich: "Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi. Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic. Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach nasze zdrowie" (Iz 53,2-5).

Jezus był poddany wszystkim cierpieniom na ciele i na duszy i żaden ból nie był Mu oszczędzony. Rozważmy najpierw Jego cierpienia na ciele.

Nigdy nie potrafimy zrozumieć, ile Chrystus wycierpiał, ponieważ nie jesteśmy w stanie pojąć, jak subtelna była Jego ludzka natura. Żaden męczennik nie wycierpiał tyle, co Chrystus. Nie jesteśmy również w stanie pojąć, czym jest grzech, za który właśnie Chrystus miał wynagrodzić Boskiej sprawiedliwości. Grzech wywodzi się z dwóch źródeł: pychy i zakazanej przyjemności. Grzechy pychy wynagrodził Chrystus upokorzeniem, grzechy cielesne - cierpieniami fizycznymi.

Wiemy, że człowieczeństwo Chrystusa było hipostatycznie złączone z Bóstwem. Zdawałoby się, że z tego powodu Jego cierpienia mogłyby być mniejsze. Było jednak odwrotnie. Kiedy spotka nas cierpienie, chcielibyśmy je natychmiast od siebie oddalić. Chrystus zaś przeciwnie: choć był wszechmocny, nigdy swojej wszechmocy nie wykorzystał, aby mniej cierpieć; chciał On cierpieć jak najwięcej, aby jak najdoskonalej zadośćuczynić za nasze winy. Kto potrafi zrozumieć, jak wielkie były wymagania Boskiej sprawiedliwości, aby grzech nasz mógł być godnie naprawiony? Kto potrafi zliczyć, jaki ogrom cierpień był potrzebny dla doskonałej ekspiacji? Jak bardzo Jezus musiał cierpieć w czasie biczowania, cierniem koronowania, podczas drogi na Kalwarię, a zwłaszcza przeżywając agonię na krzyżu!

Jednak z pewnością najokrutniejsze były Jego cierpienia psychiczne, cierpienia Jego duszy, boleść Jego kochającego Serca. O tych cierpieniach doznanych w Ogrójcu świadczył Jego krwawy pot. Historia wspomina tylko kilka przypadków takiego potu. Jest on objawem niepomiernego napięcia cierpień duchowych. Jezus miał na pewno wizję wszystkich grzechów świata, które wziął na siebie. Widział też ogromną liczbę dusz, które mimo Jego ofiary, Jego męki - zostaną potępione. Widział grzechy, które będą popełnione jeszcze w czasie Jego zbawczej męki. A więc nienawiść faryzeuszów i starszych ludu, zdradę Judasza, zaparcie się Piotra. Przewidział również cierpienia, które w ciągu wieków będą musieli znosić członkowie Jego Ciała Mistycznego, męczennicy wszystkich czasów.

Trzeba też zauważyć, że Jezus cierpiał bez żadnego pocieszenia. Zstąpił wprawdzie anioł z nieba i stanął przy Nim w Ogrójcu. Jakie jednak pocieszenie dla Boga-Człowieka mogło dać stworzenie, choćby był to anioł? Anioł mógł jedynie adorować Go i milczeć.

Jezus cierpiał z miłości ku nam. Nasze grzechy były przyczyną Jego męki. Niektórzy święci, pragnąc naśladować cierpiącego Chrystusa, prowadzili życie surowe, pełne umartwień. My natomiast unikamy cierpienia - wybieramy to, co w życiu łatwiejsze. Powinniśmy jednak bez buntu przyjmować te dolegliwości, jakie spotykamy na naszej drodze. Starajmy się niekiedy świadomie wybrać jakieś umartwienie dla uczczenia męki naszego Pana.