3. Serce Jezusa - nieskończonego majestatu

Wezwanie to jest konsekwencją poprzednich wezwań. Zbawiciel nasz jest nieskończonego majestatu, ponieważ jest Synem Bożym. „Nawet gdyby cała mądrość wszystkich ludzi i aniołów razem się złączyła – mówi św. Gertruda – nie byłaby zdolna uformować jednego słowa, które mogłoby oddać nieskończony majestat Jezusa".

Majestat jest to pewnego rodzaju doskonałość, wielkość, autorytet, który podświadomie nakazuje szacunek. Tytuł ten nadawany jest władcom, królom, papieżom. Godność ta należy się Chrystusowi, który będąc Bogiem, jest przez to samo największym monarchą, jaki kiedykolwiek ukazał się światu.

Jezus jest pełen majestatu w życiu i w śmierci. Był pełen majestatu, gdy uczyniwszy pierwszy cud w Kanie Galilejskiej, wprawił wszystkich w milczący podziw. Gdy wyrzucał przekupniów ze świątyni, a nikt nie śmiał Mu się sprzeciwić. Gdy rozkazywał szatanom, by natychmiast zostawiały swoje ofiary, podczas gdy tłumy z trwogą powtarzały: „Któż On jest, że i duchy nieczyste są Mu posłuszne?” (por. Łk 4,36). Jezus był odziany w majestat, gdy na górze ogłaszał swoje błogosławieństwa dla wszystkich pokoleń i wszystkich wieków; również wtedy, gdy wymawiał swoje straszne: "Biada wam", przeciw obłudnym faryzeuszom.

Jakież Jezus musiał robić wrażenie, gdy bez cienia strachu odchodził od tych, którzy trzymając w rękach kamienie, chcieli Go pozbawić żyda. Również wtedy, gdy jednym zwykłym słowem wywołał z grobu Łazarza albo gdy przywrócił do życia młodzieńca z Nain i córkę Jaira. Wprawił w przestrach apostołów na jeziorze Genezaret, gdy nakazał wiatrom i burzy milczenie. Jakimż szczęściem, nie dającym się wyrazić, napełnił serca swoich uczniów, gdy na górze Tabor pokazał im blask swojej nieziemskiej chwały!

Jeszcze wyraźniej majestat Jezusa przejawia się w czasie Jego męki. Stojąc przed ludzkimi sędziami, Jezus ogłasza się najwyższym, Boskim sędzią, wzbudzając gniew wszystkich swoich wrogów. Jak majestatyczne było Jego milczenie przed Piłatem i przed Herodem! Na Kalwarii ujawnił się majestat Jezusa, gdy prosił Ojca o darowanie grzechów swoim katom oraz gdy zapewniał dobrego łotra, że jeszcze tego samego dnia będzie z Nim w raju. Ile majestatu było w Jego śmierci! Towarzyszące jej cuda głosiły Jego Boskość i wielkość. Majestatyczny pokój tej śmierci nawrócił pogańskiego setnika. Największym blaskiem Boskiego majestatu Chrystus niewątpliwie zajaśniał w chwili swego zmartwychwstania. Dokonało się to bez świadków. Natomiast Chrystusa, wstępującego do nieba na górze Oliwnej (por. Dz 1,2-12), widziało kilkaset obecnych tam osób.

Najwyższy majestat Chrystusa okaże się ponownie na końcu świata, kiedy przyjdzie On sądzić żywych i umarłych, przynosząc dla jednych wieczne zbawienie, a dla drugich potępienie.

Po cudownym połowie ryb, św. Piotr olśniony wielkością Chrystusa, powiedział: "Odejdź ode mnie. Panie, bo jestem grzeszny" (Łk 5,8). a my, świadomi dobroci Bożego Serca, powtórzmy za innym uczniem: "Panie, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz" (Łk 9,57). Pójdę pełnić Twoją wolę każdego dnia i każdej godziny.